
Samsung wymyślił ekran prywatności. Klienci: „super, tylko nie da się na niego patrzeć”
Samsung od lat próbuje przekonać świat, że każde kolejne „Ultra” to przełom. Problem w tym, że w przypadku Galaxy S26 Ultra największą „innowacją” okazała się funkcja, która… zaczyna użytkownikom przeszkadzać w patrzeniu na własny ekran. Mowa o Privacy Display – technologii, która miała chronić Twoją prywatność. I wygląda na to, że robi to bardzo skutecznie. Czasem nawet przed Tobą.
Czym właściwie jest Privacy Display i dlaczego Samsung tak się nim chwali?
Założenie jest proste (i na papierze całkiem sensowne): ograniczyć kąty widzenia, żeby osoby obok nie widziały, co robisz na telefonie Idealne do: komunikacji miejskiej, pracy w przestrzeni publicznej i przeglądania bankowości czy maili. Samsung postawił jednak na rozwiązanie sprzętowe, a nie tylko software’owe.
Jak to działa?
Ekran wykorzystuje dwa typy pikseli „szerokie” – standardowe oraz „wąskie” – kierujące światło bezpośrednio do przodu. Po włączeniu trybu prywatności: szerokie piksele są wyłączane, rozdzielczość spada (realnie nawet o połowę), jasność również znacząco maleje. Brzmi jak kompromis? Bo to jest kompromis. Tylko że… nie wszyscy byli na niego gotowi.
Po kilku tygodniach od premiery zaczęły pojawiać się relacje użytkowników. I nie chodzi o typowe „meh”. Chodzi o rzeczy, które trudno zignorować.
Co dokładnie zgłaszają użytkownicy?
Uczucie „przełączania obrazu” przy lekkim nachyleniu telefonu.
Dyskomfort przy patrzeniu pod kątem.
Wrażenie „atakowania oka” przez obraz.
Bóle głowy przy dłuższym użytkowaniu.
Brzmi jak drobny bug? Nie do końca.
Jeden z użytkowników opisał to tak: „mam wrażenie, jakby moje oczy przełączały tryby oglądania”. Inny dodaje: „obraz dosłownie uderza w oczy przy zmianie kąta”. To nie są typowe komentarze o jakości wyświetlacza. To są komentarze o… fizycznym dyskomforcie.
Szczególnie krytykowany jest sposób wyświetlania tekstu. Użytkownicy opisują: „falujące krawędzie”, „dziwną pikselizację” i nienaturalne obramowania. Czyli coś, czego absolutnie nie oczekujesz od flagowego smartfona za kilka tysięcy złotych.
Najciekawsze: problem podobno występuje nawet bez włączonej funkcji
I tu robi się naprawdę interesująco. Część użytkowników podejrzewa, że struktura pikseli wpływa na obraz nawet wtedy, gdy Privacy Display jest wyłączony. Jeśli to się potwierdzi, mamy do czynienia z sytuacją, w której funkcja „opcjonalna” i wpływa na codzienne korzystanie z telefonu. Czyli coś poszło… bardzo nie tak.
Na poziomie koncepcji pomysł jest ciekawy i problem prywatności jest realny. Ale na poziomie użytkowym występuje spadek jakości obrazu, spadek jasności i potencjalny dyskomfort wzrokowy. To jest dokładnie ten moment, w którym technologia przestaje być „featurem”, a zaczyna być… problemem.
Privacy Display robi dokładnie to, co obiecuje, czyli ogranicza kąty widzenia, ale przy okazji ogranicza komfort użytkownika, wpływa na jakość obrazu i budzi zastrzeżenia. Samsung stworzył ekran, którego nie widać z boku. Problem w tym, że coraz więcej użytkowników twierdzi, że… nie chce na niego patrzeć nawet na wprost.
Anna Rajczak