
Samsung zarabia jak nigdy. Rynek odpowiada: „świetnie, ale co dalej?”
Samsung właśnie dostał lekcję, którą branża technologiczna zna aż za dobrze: w epoce sztucznej inteligencji nawet rekordowe wyniki mogą okazać się za mało ekscytujące. Koreański gigant oszacował, że w drugim kwartale 2026 roku jego zysk operacyjny wzrósł aż 19-krotnie, do 89,4 bln wonów, a przychody mogły sięgnąć 171 bln wonów. Brzmi jak finansowy odpowiednik fajerwerków nad Seulem. Problem w tym, że inwestorzy zamiast klaskać, zaczęli sprzedawać akcje. Według Reutersa akcje Samsunga spadły po publikacji prognozy nawet o 10,1%. I to jest ten moment, w którym można zapytać: skoro firma pokazuje wynik lepszy od oczekiwań, bije rekordy i płynie na fali AI, to czego właściwie chce rynek? Odpowiedź jest prosta, choć dość brutalna: nie wystarczy już zarabiać dużo. Trzeba jeszcze udowodnić, że będzie się zarabiać absurdalnie dużo, długo i bez zadyszki. Najlepiej wiecznie.
AI pompuje pamięci. Samsung korzysta, ale rynek liczy cykle
Za skokiem wyników stoi przede wszystkim boom na centra danych AI. Modele sztucznej inteligencji potrzebują nie tylko procesorów, ale też ogromnych ilości pamięci. Samsung, jako największy producent pamięci na świecie, znalazł się więc w miejscu wyjątkowo wygodnym: sprzedaje to, czego nagle wszyscy potrzebują, a podaż nie rośnie z dnia na dzień. Ceny pamięci DRAM i NAND rosły w drugim kwartale bardzo mocno. Reuters, powołując się na Citi Research, podał, że średnie ceny DRAM wzrosły kwartał do kwartału o 44%, a NAND o 53%. To pokazuje, jak bardzo rynek infrastruktury AI przesunął środek ciężkości całej branży półprzewodników. Jeszcze niedawno smartfony miały być głównym oknem wystawowym Samsunga. Teraz show kradną układy, których użytkownik końcowy często nigdy nie zobaczy, chyba że lubi patrzeć na specyfikacje serwerów w ramach wieczornego relaksu.
Ironia polega na tym, że Samsungowi udało się zrobić coś, o czym marzy każda firma technologiczna: znaleźć się w centrum megatrendu. Tyle że megatrendy mają jedną wadę — inwestorzy bardzo szybko zaczynają pytać, kiedy impreza się skończy. A pamięci półprzewodnikowe historycznie są biznesem cyklicznym. Raz ceny szybują, raz spadają, a producenci uczą się pokory szybciej niż użytkownicy po aktualizacji, która „poprawia stabilność systemu”.
Rekord to za mało, gdy oczekiwania są jeszcze większe
Spadek kursu Samsunga nie musi oznaczać braku zaufania do samej firmy. Bardziej przypomina nerwową korektę po okresie ogromnych oczekiwań. Reuters cytuje analityków wskazujących, że mocne wyniki były już częściowo uwzględnione w cenie akcji, a inwestorzy zaczęli obawiać się trwałości boomu na infrastrukturę AI. To ważne, bo Samsung nie sprzedaje dziś tylko chipów. Sprzedaje narrację o tym, że AI będzie rosło szybciej niż zdolności produkcyjne branży. Jeżeli najwięksi klienci — amerykańskie firmy technologiczne budujące centra danych — ograniczą inwestycje, cały układ może się zachwiać. Nie dlatego, że AI zniknie, ale dlatego, że giełda nie rozlicza firm z tego, czy trend jest ciekawy. Rozlicza je z tego, czy trend dowiezie marże.
W tym sensie Samsung stał się ofiarą własnego sukcesu. Wynik, który jeszcze kilka lat temu wywołałby euforię, dziś wywołuje pytanie: „a trzeci kwartał?”. A potem: „a 2027?”. A potem zapewne: „czy da się to powtórzyć, ale bardziej?”.
Samsung ma też problem, którego nie rozwiąże samo AI
Warto pamiętać, że Samsung to nie tylko pamięci. Firma ma również segment foundry, czyli produkcję chipów na zlecenie, oraz biznes logicznych układów LSI. I tutaj obraz jest mniej błyszczący. Reuters wskazuje, że analitycy spodziewają się pogłębienia strat w tych częściach działalności, m.in. przez koszty premii dla pracowników działu półprzewodników. To oznacza, że Samsung nie może po prostu przykleić sobie etykiety „AI winner” i spokojnie oglądać, jak rośnie wykres. Musi jednocześnie bronić pozycji w pamięciach, nadrabiać w zaawansowanej produkcji kontraktowej i przekonywać, że jego ekosystem — od chipów po urządzenia Galaxy — ma sens nie tylko marketingowy, ale też finansowy. A marketingowo Samsung oczywiście potrafi dużo. Potrafi opowiadać o Galaxy AI, urządzeniach składanych, inteligentnych funkcjach i przyszłości, w której telefon nie tylko rozumie użytkownika, ale być może również cierpliwie znosi jego 47 nieodebranych powiadomień. Jednak obecnie najważniejsza historia Samsunga rozgrywa się nie na ekranie smartfona, lecz w serwerowniach, fabrykach i tabelach inwestorów.
Co dalej?
Samsung ma ogłosić szczegółowe wyniki za drugi kwartał 30 lipca. Dopiero wtedy będzie można dokładniej zobaczyć, jak rozkładają się zyski między poszczególne segmenty działalności. Na razie widać jedno: AI naprawdę napędza popyt na pamięci, ale rynek zaczyna żądać dowodów, że to nie tylko kolejny gorący cykl, który skończy się nadprodukcją i spadkiem cen.
Najbliższe miesiące pokażą więc, czy Samsung jest jednym z największych beneficjentów nowej infrastruktury AI, czy tylko bardzo dobrze ustawionym uczestnikiem kolejnej półprzewodnikowej hossy. Różnica jest zasadnicza. W pierwszym scenariuszu firma może budować przewagę na lata. W drugim — inwestorzy już teraz przypominają, że nawet rekordowy zysk nie robi wrażenia, gdy rynek zdążył wcześniej dopisać do niego sequel, trylogię i spin-off.
Anna Rajczak