
Samsung chce wejść między Chrome’a a Windowsa. Galaxy zaczyna być ekosystemem, z którego trudniej wyjść
Samsung wykonał właśnie ruch, który na pierwszy rzut oka wygląda jak drobna aktualizacja oprogramowania, ale w rzeczywistości mówi całkiem sporo o ambicjach całej firmy. Samsung Browser na Windows otrzymał nowe funkcje łączące komputer z urządzeniami Galaxy, a aplikacja Galaxy Connect jest teraz instalowana razem z przeglądarką automatycznie. Brzmi technicznie i mało widowiskowo, szczególnie obok składanych telefonów za kilka tysięcy złotych. Tyle że właśnie takie mało widowiskowe elementy decydują później o tym, czy użytkownik kupując kolejny telefon pomyśli „sprawdzę konkurencję”, czy raczej „nie chce mi się przenosić całego życia”.
Aktualizacja Samsung Browser for Windows 30.0.4 upraszcza połączenie smartfona Galaxy z komputerem. Galaxy Connect nie trzeba już osobno wyszukiwać i instalować, bo komponent trafia na PC razem z przeglądarką. Dzięki temu użytkownik może kontynuować przeglądanie rozpoczęte na jednym urządzeniu na drugim, otwierać aplikacje telefonu z poziomu bocznego panelu przeglądarki oraz synchronizować przypomnienia pomiędzy smartfonem i komputerem. Samsung Reminder został również zintegrowany z kalendarzem znajdującym się w panelu bocznym. Innymi słowy: Samsung nie próbuje już tylko przekonać nas do korzystania z jego telefonu. Próbuje sprawić, żeby komputer używany obok telefonu również zaczął zachowywać się trochę bardziej jak Galaxy.
Sama przeglądarka na Windows nie jest nowością
Samsung oficjalnie wprowadził ją na komputery w marcu 2026 roku, rozszerzając produkt wcześniej kojarzony przede wszystkim ze smartfonami Galaxy. Od początku najważniejszą obietnicą nie była próba stworzenia „lepszego Chrome’a”, ale ciągłość pomiędzy urządzeniami: synchronizacja historii, zakładek, stron i danych logowania przez Samsung Pass. Firma dołożyła do tego funkcje agentowej AI tworzone we współpracy z Perplexity, umożliwiające m.in. analizowanie treści otwartej strony, porównywanie informacji znajdujących się w wielu kartach czy wyszukiwanie strony z historii za pomocą zwykłego języka.
I tutaj strategia Samsunga zaczyna wyglądać znajomo. Bardzo znajomo.
Apple od lat nie sprzedaje wyłącznie iPhone’a, MacBooka czy Apple Watcha. Sprzedaje komfort wynikający z tego, że wszystkie te urządzenia ze sobą rozmawiają. Zdjęcie zrobione telefonem pojawia się na komputerze, słuchawki przełączają się między urządzeniami, hasła są wspólne, wiadomości można odbierać na kilku ekranach. Każda pojedyncza funkcja jest łatwa do skopiowania. Prawdziwą przewagę tworzy dopiero ich suma. Samsung najwyraźniej uznał, że skoro nie produkuje systemu operacyjnego dominującego na komputerach osobistych, trzeba po prostu zbudować własną warstwę ekosystemu na Windowsie.
To zresztą dość logiczne
Samsung znajduje się w specyficznej sytuacji. Na rynku smartfonów potrafi kontrolować sprzęt, własne aplikacje, interfejs One UI i znaczną część usług, ale pod spodem nadal znajduje się Android Google’a. Na komputerach jest jeszcze ciekawiej: Galaxy Book korzysta z Windowsa Microsoftu. Koreański producent jest więc gigantem sprzętowym, który funkcjonuje pomiędzy cudzymi systemami operacyjnymi. Jeżeli chce mieć relację z użytkownikiem równie silną jak Apple, musi połączyć te dwa światy własnymi usługami.
Przeglądarka nadaje się do tego znakomicie, bo jest jednym z niewielu programów, w których praktycznie wszyscy spędzamy dużą część dnia. Problem polega na tym, że Samsung wszedł właśnie na rynek, na którym użytkownicy wyjątkowo niechętnie zmieniają przyzwyczajenia. Według danych Statcounter za lipiec 2026 roku Chrome posiadał około 70,7 proc. światowego rynku przeglądarek desktopowych, a Edge około 11,1 proc. Firefox miał nieco ponad 6 proc. Samsung Internet osiągał około 1,6 proc. w zestawieniu desktopowym. To trochę tak, jakby otworzyć nową kawiarnię dokładnie pomiędzy Starbucksem a drugim Starbucksem i poinformować klientów, że warto wejść, ponieważ tutaj ich telefon lepiej zna kelnera.
Samsung nie musi jednak pokonać Chrome’a. I prawdopodobnie nawet nie próbuje
Wystarczy, że przekona własnych użytkowników Galaxy. To znacznie łatwiejszy i ciekawszy cel. Jeżeli ktoś posiada Galaxy S, Galaxy Watch, Galaxy Buds i komputer z Windowsem, możliwość kontynuowania sesji, synchronizacji przypomnień, korzystania z Samsung Pass oraz przesyłania kontekstu pomiędzy urządzeniami może mieć większe znaczenie niż kilka procent różnicy w benchmarku przeglądarki. Właśnie w ten sposób powstają ekosystemy: nie dlatego, że jeden produkt jest niemożliwy do zastąpienia, lecz dlatego, że zastąpienie pięciu produktów jednocześnie staje się uciążliwe.
Samsung ma tutaj jeszcze jeden atut – sztuczną inteligencję. Browser nie jest dla firmy wyłącznie narzędziem do wyświetlania stron. Wbudowany asystent ma rozumieć zawartość aktualnej strony, kontekst kilku otwartych kart, historię użytkownika i wideo. Samsung podaje przykłady tworzenia planu podróży na podstawie przeglądanej strony, porównywania informacji z różnych kart czy odnajdywania konkretnego momentu w filmie na podstawie pytania zadanego językiem naturalnym. Tak wygląda obecny wyścig technologiczny: kiedyś największą przewagą przeglądarki był szybszy JavaScript. Dzisiaj ma jeszcze przeczytać internet za użytkownika, porównać go i najlepiej powiedzieć, co z niego wynika.
Samsung nie jest oczywiście jedyną firmą, która wpadła na pomysł umieszczenia AI bezpośrednio w przeglądarce. Microsoft rozwija Copilota w Edge, Google integruje Gemini z własnymi usługami, a na rynku pojawiło się już kilka przeglądarek projektowanych niemal od początku wokół sztucznej inteligencji. Dlatego sam napis „AI” na ekranie startowym nie daje dzisiaj przewagi. W 2026 roku AI w produkcie technologicznym staje się trochę tym, czym kilka lat temu było „Pro” w nazwie urządzenia: wszyscy je mają, więc ważniejsze zaczyna być pytanie, czy faktycznie coś upraszcza.
W przypadku Samsunga większą wartością może się więc okazać nie sam chatbot, ale połączenie AI z informacjami pochodzącymi z różnych urządzeń. Firma dysponuje smartfonem, zegarkiem, słuchawkami, telewizorem, sprzętem AGD i własnymi aplikacjami. Jeżeli wszystkie te elementy będą stopniowo wymieniały między sobą kontekst, przeglądarka stanie się kolejnym punktem dostępu do Galaxy, a nie tylko kolejnym programem do wpisywania adresu strony.
Oczywiście jest pewien haczyk
Nowe Galaxy Connect ma konkretne wymagania sprzętowe. Według Samsunga funkcja działa na komputerach z Windows 11, procesorami x64 Intela lub AMD, a urządzenia ARM nie są obecnie obsługiwane. Wymagane są również odpowiednie komponenty i sterowniki Wi-Fi oraz Bluetooth, a wszystkie urządzenia muszą korzystać z tego samego konta Samsunga. „Seamless”, jak zwykle w świecie technologii, oznacza więc „seamless po spełnieniu listy warunków zapisanej drobnym drukiem”.
Mimo to kierunek jest interesujący, ponieważ Samsung przestaje zachowywać się wyłącznie jak producent elektroniki. Kolejne modele Galaxy mogą być coraz mniej rewolucyjne sprzętowo – bo trudno co roku wynaleźć smartfon od nowa – ale wartość całego zestawu urządzeń można zwiększać poprzez oprogramowanie. I to prawdopodobnie właśnie dlatego takie informacje jak aktualizacja Samsung Browser są ważniejsze, niż wyglądają.
Telefon można porównać z telefonem. Aparat z aparatem. Procesor z procesorem. Jeżeli Xiaomi zaoferuje lepszy ekran albo Google lepszy aparat, klient może zmienić markę. Znacznie trudniej porównuje się natomiast całe środowisko, w którym hasła, karty, przypomnienia, historia przeglądania, słuchawki, zegarek i komputer zaczynają współpracować bez dodatkowej konfiguracji.
Apple odkryło ten mechanizm dawno temu. Samsung najwyraźniej nadrabia lekcję
Dlatego aktualizacja przeglądarki może wyglądać jak detal, ale jest częścią znacznie większej układanki. Samsung chce, żeby Galaxy przestało być nazwą telefonu i stało się miejscem, w którym użytkownik funkcjonuje cyfrowo. Windows nie należy do Samsunga, Android nie należy do Samsunga, ale przestrzeń pomiędzy nimi nadal można próbować zagospodarować.
A kiedy już zsynchronizujemy historię, hasła, przypomnienia, przeglądarkę, zegarek, słuchawki i pół domu, wybór kolejnego smartfona będzie oczywiście całkowicie wolny.
Anna Rajczak