Samsung wymyślił telefon przyszłości. Przyszłość właśnie pękła

Pierwsza ofiara potrójnego składania – Galaxy Z TriFold kontra fizyka

Samsung zrobił to, czego nikt wcześniej nie odważył się wprowadzić do masowej sprzedaży: potrójnie składany smartfon. Brzmi jak science-fiction, wygląda jak tablet z przyszłości… i właśnie zaliczył pierwszy spektakularny zjazd z tej przyszłości do teraźniejszości.

W Korei Południowej pojawiło się pierwsze publiczne zgłoszenie uszkodzenia ekranu w Samsung Galaxy Z TriFold. Telefon nie spadł. Nie został zalany. Nie był katowany. Po prostu… był używany. I to wystarczyło.

Samsung Trifold

Samsung: pęknięcie premium za 9 tysięcy

Użytkownik opisał sprawę na oficjalnym forum Samsunga. Mniej niż miesiąc od zakupu zauważył cienką pionową linię dokładnie w miejscu zgięcia oraz martwy piksel, który skutecznie rozdziela ekran na „jasną” i „ciemną” stronę życia.

Przypadek? Wada fabryczna? A może po prostu ekran powiedział „dość” w miejscu, gdzie musi się zginać… dwa razy. I tu robi się niezręcznie, bo TriFold nie jest zwykłym telefonem. To technologiczna wizytówka Samsunga, zabawka z segmentu ultra-premium, coś w rodzaju:

„Patrzcie, co umiemy – a teraz zapłaćcie za to prawie 9 tys. zł”.

Po rozłożeniu TriFold zmienia się w około 10-calowy tablet. Ma grubość poniżej 4,2 mm, czyli mniej więcej tyle, co kartka papieru z ego marketingu. Problem w tym, że im cieńszy ekran i im więcej zawiasów, tym bliżej do granicy wytrzymałości materiałów.

YouTube już zrobił swoje. Testy wyginania pokazują, że konstrukcja nie lubi nawet umiarkowanego nacisku. Piksele gasną, ekran pęka, a fizyka zbiera swoje żniwo. Jeden zawias w Foldzie był wyzwaniem. Dwa zawiasy? To już loteria.

Samsung w pełnej krasie: pył, piasek i „coś chrupnęło”

Do listy problemów dochodzi klasyka gatunku: pył i drobiny. Wystarczy, że coś dostanie się w okolice zawiasów, a telefon zaczyna wydawać dźwięki, których nie chcesz słyszeć z urządzenia za kilka pensji minimalnych. Samsung oczywiście zapewnia, że wszystko jest „w normie”, ale im bardziej skomplikowana mechanika, tym więcej rzeczy może pójść nie tak. A tu może pójść nie tak bardzo drogo.

Producent deklaruje 200 tys. złożeń i rozłożeń, co ma odpowiadać około 5 latom użytkowania. Tylko że w laboratorium nikt nie siada na telefon i nikt nie zgina go w kieszeni. Rzeczywistość jest brutalniejsza. A najbardziej brutalne są… koszty napraw.

Z przecieków z rynku azjatyckiego wynika, że zewnętrzny ekran – jeszcze do przełknięcia, a wewnętrzny, potrójnie składany panel – finansowy nokaut. Wymiana głównego ekranu to ponad 4 tys. zł, przy cenie telefonu oscylującej wokół 8800 zł. Czyli: jeden poważniejszy problem to pół nowego telefonu.

TriFold: pokaz siły czy beta-test na klientach?

I teraz najciekawsze: Samsung nigdy nie udawał, że TriFold to produkt masowy. To projekt pilotażowy, demonstracja możliwości, poligon doświadczalny. Do sklepów trafia podobno 15-30 sztuk na salon. W całej Korei – raptem kilkaset egzemplarzy. Mimo to wyprzedają się w kilka minut. Bo geekowie kochają nowości. Nawet te, które mogą… pęknąć. Ale im mniejsza seria, tym każda awaria boli bardziej wizerunkowo. A pierwszy pęknięty ekran w telefonie, który miał „przepisać przyszłość”, to nie jest PR-owy prezent.

Samsung znów przesunął granicę. Problem w tym, że granica przesunęła się szybciej niż wytrzymałość ekranu.

Polecane wpisy

Przewijanie do góry