Samsung ma znowu wyprzedzić Apple. Wygra nawet wtedy, gdy rynek smartfonów przegrywa

Samsung może zakończyć 2026 rok jako największy producent smartfonów na świecie pod względem dostaw. Według najnowszej prognozy Counterpoint Research Koreańczycy mają zwiększyć liczbę dostarczonych urządzeń o około 0,8% rok do roku, podczas gdy Apple ma zanotować spadek o 2,1%. To wystarczyłoby Samsungowi do odzyskania pierwszego miejsca.

Brzmi jak wielkie zwycięstwo Galaxy nad iPhone’em.

I trochę nim jest.

Tyle że w 2026 roku najbardziej imponującą częścią wyniku Samsunga może być nie spektakularny wzrost, lecz fakt, że firma prawie stoi w miejscu trochę skuteczniej niż konkurenci.

Witajcie na rynku smartfonów w 2026 roku.

Najpierw ważne zastrzeżenie: „dostawy” nie oznaczają tego samego co „sprzedaż klientom”

Kiedy czytamy, że Samsung ma zostać największym producentem smartfonów, mówimy przede wszystkim o shipments, czyli urządzeniach wysłanych przez producenta do kanałów dystrybucji. To nie jest dokładnie ta sama liczba co smartfony faktycznie kupione przez użytkowników końcowych. Różnica ma znaczenie szczególnie wtedy, gdy producent agresywnie zatowarowuje operatorów, sklepy i dystrybutorów. W Ameryce Łacińskiej Counterpoint odnotował na przykład, że Samsung zwiększył dostawy w II kwartale o 6% rok do roku i odzyskał pierwszą pozycję m.in. w Kolumbii, Peru i Ekwadorze, czemu pomagały duże dostawy urządzeń oraz agresywne promocje.

Czyli Galaxy rzeczywiście trafiają na rynek.

Dopiero później rynek musi jeszcze uprzejmie je kupić.

Jeszcze w pierwszym kwartale prowadziło Apple

Co ciekawe, rok zaczął się dokładnie odwrotnie. Według danych Counterpoint w I kwartale 2026 roku Apple miało 21% światowego rynku dostaw, a Samsung 20%. Był to pierwszy przypadek, gdy Apple wygrało globalnie pierwszy kwartał. Popyt napędzała seria iPhone 17, podczas gdy Samsungowi zaszkodziła opóźniona premiera Galaxy S26 oraz słabszy segment tańszych urządzeń.

Kilka miesięcy później sytuacja się odwróciła.

Samsung odzyskał prowadzenie w II kwartale, a dobre wyniki serii Galaxy S26, promocje oraz stosunkowo niewielkie podwyżki cen na części rynków pomogły firmie poprawić pozycję.

Czyli odwieczna rywalizacja Samsung kontra Apple trwa nadal.

Tylko teraz tabela liderów potrafi zmieniać się szybciej niż menu aparatu w One UI.

Samsung ma jedną przewagę, której Apple właściwie nie próbuje mieć

Samsung sprzedaje smartfony praktycznie wszędzie i praktycznie każdemu. Od niedrogich Galaxy A, przez serię Galaxy S, aż po składane Foldy i Flipy. Do tego dochodzą rozbudowane relacje z operatorami, szeroka sieć dystrybucyjna i duża obecność na rynkach rozwijających się. Apple działa inaczej. Jego portfolio jest znacznie węższe i skoncentrowane przede wszystkim na segmencie premium.

W dobrych czasach strategia Apple jest niezwykle skuteczna, bo firma nie musi sprzedać największej liczby telefonów, żeby zarabiać na nich ogromne pieniądze.

W słabszym otoczeniu rynkowym szerokość oferty Samsunga może jednak działać jak amortyzator. Counterpoint wskazuje właśnie na szerokie portfolio, zdywersyfikowaną obecność geograficzną, własne komponenty oraz sieci operatorów i dystrybutorów jako przewagi koreańskiej firmy.

Innymi słowy:

Apple sprzedaje iPhone’a.

Samsung sprzedaje odpowiedniego Galaxy praktycznie na każdą okazję.

Czasami nawet kilka odpowiednich Galaxy naraz, żeby klient nie miał zbyt łatwo.

Kryzys pamięci paradoksalnie może pomagać Samsungowi

Najciekawsza część historii znajduje się jednak głębiej w łańcuchu dostaw. Rynek elektroniki zmaga się z wysokimi cenami i niedoborami pamięci DRAM oraz NAND. Jednym z powodów jest ogromny popyt ze strony centrów danych AI, który zwiększa opłacalność produkcji komponentów przeznaczonych dla serwerów.

Counterpoint już na początku roku wskazywał, że wzrost kosztów pamięci szczególnie mocno uderza w tanie i średniopółkowe smartfony, gdzie producenci mają znacznie mniej miejsca na absorbowanie wyższych kosztów. Samsung znajduje się tutaj w nietypowej sytuacji. Jest jednocześnie producentem telefonów i jednym z największych producentów pamięci na świecie. Nie oznacza to oczywiście darmowych komponentów dla działu Galaxy, ale daje firmie większą kontrolę nad łańcuchem dostaw niż wielu konkurentom.

I nagle posiadanie połowy przemysłu elektronicznego pod jednym logo okazuje się całkiem praktyczne. Kto by pomyślał.

Apple ma natomiast wyjątkowo dziwny rok przed sobą

Apple również jest stosunkowo odporne na wzrost cen komponentów, ponieważ działa głównie w drogim segmencie rynku. Problemem może być jednak kalendarz nowych iPhone’ów. Według obecnych informacji firma ma jesienią skoncentrować się na droższych modelach iPhone 18 Pro, Pro Max i pierwszym składanym iPhonie, podczas gdy podstawowy iPhone 18 może pojawić się później. Counterpoint uważa również, że pierwszy składany iPhone, choć ważny wizerunkowo, początkowo trafi na rynek w stosunkowo niewielkiej liczbie egzemplarzy i nie zmieni znacząco tegorocznego bilansu dostaw.

Dochodzi do tego możliwość wyższych cen nowych iPhone’ów. Apple może więc zrobić w 2026 roku coś bardzo apple’owskiego:

sprzedawać jeszcze droższe telefony i jednocześnie sprzedać mniej telefonów.

Dla pozycji w rankingu dostaw to problem.

Dla marży — zobaczymy.

Galaxy S26 zrobił swoje

Ważnym elementem odbicia Samsunga pozostaje tegoroczna seria Galaxy S26. W pierwszym kwartale jej opóźniona premiera ciążyła wynikom producenta, ale Counterpoint zwracał uwagę na mocny początkowy popyt, szczególnie na Galaxy S26 Ultra. Później seria pomogła Samsungowi odzyskać udziały. To istotne, ponieważ przez lata największą przewagą Samsunga pod względem wolumenu pozostawały przede wszystkim tańsze Galaxy.

Jeżeli firma potrafi jednocześnie utrzymać skalę serii A i zwiększać zainteresowanie droższymi S oraz składakami, poprawia nie tylko liczbę dostarczonych urządzeń, ale również strukturę własnej sprzedaży. A producentowi znacznie przyjemniej jest być numerem jeden wtedy, kiedy coraz większa część tego numeru jeden kosztuje ponad tysiąc euro.

Samsung może wygrać 2026 rok. Tylko sam rynek raczej nie będzie świętował

Najważniejszy kontekst jest taki, że światowy rynek smartfonów znajduje się pod presją. Drogie komponenty, słabszy popyt i niepewność gospodarcza skłaniają producentów do ograniczania tańszych modeli i koncentrowania się na urządzeniach o wyższej marży. Counterpoint spodziewa się trudnych warunków również w kolejnych kwartałach.

Dlatego prognozowane +0,8% Samsunga wygląda lepiej, niż sugerowałaby sama liczba.

Firma nie rośnie spektakularnie.

Po prostu w trudnym rynku potrafi utrzymać skalę, podczas gdy część konkurentów zaczyna się kurczyć.

Jeżeli prognoza się sprawdzi, Samsung będzie mógł pod koniec roku powiedzieć:

jesteśmy znowu numerem jeden na świecie.

I będzie to prawda.

Trzeba tylko dopowiedzieć drobnym drukiem:

pod względem liczby dostarczonych smartfonów, na rynku, na którym sukcesem zaczyna być również nie spaść.

Ale przecież od czego są prezentacje dla inwestorów.

Anna Rajczak

Polecane wpisy

Przewijanie do góry